Dostępnych na Majorce atrakcji było ich tak wiele, że postanowiliśmy sami odwiedzić przynajmniej kilka z nich. Już na przełomie kwietnia i maja zarezerwowaliśmy auto w jednym z lokalnych biur. Pomoże Ci to wybrać idealny szlak na następną górską Wyprawę na Majorce. Trasa Blick auf Soller und Cuber–Puig de l`Ofre, 1093 m (początek: Lluc) Trudna. 03:38. 10.8 km. Trasa Camino viejo de Lluc–Puig de Massanella (początek: Lluc) Trudna. 04:39. 11.6 km. Pozycja „ Polacy na Islandii. Rekonstrukcja przestrzeni obecności ” to zwieńczenie długoletniego projektu i wielu badań prowadzonych przez Małgorzatę Budytę-Budzyńską, którą należy już nazwać ekspertką od polskich imigrantów na Islandii. Socjolog i politolog, obecnie również pracownik naukowy Collegium Civitas, od pewnego Atrakcje turystyczne na Majorce. W kurortach Majorki zadbano o stworzenie wielu atrakcji dla wczasowiczów w każdym wieku, a szczególnie dla rodzin z dziećmi. Zabytkowy drewniany pociąg. Pod koniec XIX w. na Majorce wybudowano się kolejową. Od 1912 roku na trasie z Palma do Sóller kursuje drewniany pociąg o nazwie „czerwona na życie była praca najemna na plantacjach kaw y. Polacy mieszkający w lasach zajmowali się . uprawą yerba mate, co ni e tylko przynosiło im z naczne dochody, ale także uznanie rodowitych . Wszystko wskazuje na to, że Polacy mieszkający poza granicami kraju będą pozbawieni swoich praw politycznych; to sytuacja nie do zaakceptowania - uważa kandydat Konfederacji na prezydenta Krzysztof Bosak. Polacy z całego świata pytają nas gdzie się mają rejestrować w wyborach prezydenckich - dodał. Majorka to wyspa uwodzicielka. W programie Dzień Dobry Wakacje potwierdziła to Anna Klara Majewska. Jej subiektywny przewodnik "Majorka. Nie tylko pod palmą", to opowieść okiem mieszkańca i jednocześnie praktyczne wskazówki, co zwiedzić. Pani Anna zdradziła także, którzy sławni Polacy mieszkają w tym pięknym miejscu. O wszystkim i o niczym.ZERO O POLITYCE! POSTY POLITYCZNE BĘDĄ USUWANE WRAZ Z UŻYTKOWNIKIEM! ŻycieMuzykaSmieszne Zdjęcia itd. Zróbmy grupę wolną Wszystko wskazuje na to, że Polacy mieszkający poza granicami kraju będą pozbawieni swoich praw politycznych; to sytuacja nie do zaakceptowania – uważa kandydat Konfederacji na prezydenta Krzysztof Bosak. Polacy z całego świata pytają nas gdzie się mają rejestrować w wyborach prezydenckich – dodał. Podczas sobotniej konferencji prasowej Bosak mówił o planach włączenia Imprezy na Majorce – na Majorce bardzo słynne są verbenas, czyli wieczorne pikniki na plaży podczas imprez patronalnych itp.! Feria de Petra – targi odbywają się w trzecią sobotę września, w miasteczku Petra. Poza targami, można też być świadkiem procesji. JlrQkT. Czy Hiszpanie nie traktowali koronarusa poważnie, jak Włosi? - Zasadniczo zalecania władz nie były brane na serio. To też wynikało z poczucia bezpieczeństwa oraz z tego, że główna informacja rządowa i od specjalistów była, abyśmy nie wpadali w panikę, że jest tylko trochę cięższa grypa - mówi w rozmowie z Onet Podróże Aleksander Hryniuk Zapytani o strach Hiszpanów polscy przewodnicy odpowiadają, że boją się szczególnie ludzie starsi. - Przykładowo moja 80-letnia teściowa nie chce wypuszczać teścia nawet na balkon - mówi Agnieszka Sobolewska Polacy opowiedzieli nam jak wygląda sytuacja szpitali w Hiszpanii Turystyka stanowi ważny sektor gospodarczy kraju. Przewodnicy tłumaczą z własnej perspektywy, jak rząd wspiera branżę Karolina Walczowska: Jak Hiszpania zareagowała na pierwsze przypadki koronawirusa? Agnieszka Sobolewska: Myślę, że wielu z nas lekceważyło temat zagrożenia z powodu zakażenia koronawirusem, aż do momentu, kiedy nas to bezpośrednio nie dotknęło. Z Hiszpanami było podobnie. Na początku byliśmy informowani o problemach, jakie mieli Chińczycy czy Włosi. Ale wtedy niebezpieczeństwo wydawało się bardzo odległe. 31 stycznia w mediach poinformowano o pierwszym przypadku zakażenia wirusem na wyspie La Gomera (Wyspy Kanaryjskie). 27 lutego mieliśmy już w Hiszpanii 23 osoby ze stwierdzonym COVID-19. W regionie Comunidad de Madrid byli to między innymi: 24-latek, który wrócił z Włoch, 77-letnia kobieta z Torrejón de Ardoz, miasta znajdującego się pod Madrytem. Nowych przypadków było coraz więcej. Z dnia na dzień w miejscach publicznych, przede wszystkim w metrze, pojawiało się coraz więcej osób w maseczkach. Aleksander Hryniuk: Kiedy na początku lutego Hiszpanię obiegła informacja o pierwszym przypadku koronawirusa, który został wykryty u niemieckiego turysty na wyspie La Gomera, niewiele zmieniło się w kraju. Rząd centralny nie podjął żadnych decyzji, uważając, że Hiszpania ma już przygotowane protokoły postępowania. Zlokalizowano wszystkie osoby, które mogły mieć kontakt z osobą zarażona i wykonano testy. Pacjent został odizolowany. Według zapewnianie Fernando Simone, dyrektora Centrum Koordynacji Sanitarnego Stanu Wyjątkowego, wszyscy byli dobrze przygotowani. W tym samym czasie z Chin, z regionu Wuhan, wróciło do kraju 21 Hiszpanów. Zaraz po wylądowaniu na lotnisku wojskowym przewieziono ich do wojskowego szpitala Gómez Ulla w Madrycie, gdzie zamknięto na specjalnie przygotowanym do takich sytuacji piętrze. Kwarantanna trwała 14 dni. Pracownicy szpitala przeszli wcześniej specjalny kurs, a samo piętro było przygotowane już wcześniej, kiedy to u pielęgniarki wykryto wirusa Ebola. Przez cały czas, zapewniano, że Hiszpania jest przygotowana i że jeżeli będziemy mieli przypadki, to pojedyncze, takie jak na Gomerze. Dziesięć dni później mieliśmy kolejny przypadek na Majorce, był to obywatel Wielkiej Brytanii, który zaraził się w Alpach francuskich. Jedna ze słynniejszych wypowiedzi Simone z dnia 23 lutego brzmiała: "W Hiszpanii nie ma wirusa ani choroba nie jest przenoszona". Powiedział tak, odnosząc się do faktu, że żaden z przypadków nie był autochtoniczny. Początek marca był takim momentem, kiedy częściej słyszało się o kolejnych przypadkach. Wtedy też, 6 marca, dowiadzieliśmy się o pierwszej ofierze śmiertelnej, 69-letnim mieszkańcu Walencji. Na początku marca, władze sanitarne łagodnie rekomendowały, aby niektóre imprezy sportowe z udziałem drużyn z regionów ryzyka (jak Włochy), odbywały się przy drzwiach zamkniętych. Jednak nadal z przesłań rządu centralnego wynikało, że nie jest to jednoznaczne wskazanie, że ryzyko transmisji wzrosło. Hiszpanie, podobnie, a może bardziej niż Włosi zlekceważyli zagrożenie? Włosi, zamiast przebywać w izolacji, jeździli na plaże, urządzali pikniki. W Hiszpanii bary i restauracje były podobne pełne do chwili wprowadzenia obostrzeń. Aleksander Hryniuk: Hiszpanie są podobni do Włochów. Po pierwsze lubią spędzać czas wolny w grupie, z rodziną i ze znajomymi, w barach, restauracjach. Zasadniczo zalecania władz nie były brane na serio. To też wynikało z poczucia bezpieczeństwa oraz z tego, że główna informacja rządowa i od specjalistów była, abyśmy nie wpadali w panikę. Mówiono nam, że jest tylko trochę "cięższa grypa". Kiedy w Madrycie zamknięto szkoły, rodzice zostawiali je często dziadkom, którzy korzystając z pięknej pogody, wychodzili do parków i na place zabaw. Chwilę po tym zamknięto takie miejsca. Decyzję o stanie alarmowym mieszkańcy Madrytu przyjęli z wielką obawą, że z uwagi, iż jest to region z największą ilością osób z koronawiriusem, może dojść do całkowitego odizolowania stolicy kraju. Spowodowało to wyjazd wielu mieszkańców do swoich drugich rezydencji w górach czy przy plażach. W związku z masowym opuszczeniem miasta, wprowadzono całkowity zakaz przemieszczania się po kraju. Agnieszka Sobolewska: Ja zaczęłam się obawiać po informacjach, które docierały do nas z Włoch. Mój hiszpański kolega zawsze mówi, że Hiszpania i Włochy to dwie siostry - pod wieloma względami te dwa kraje są bardzo podobne. Dla mnie było to tylko kwestią czasu kiedy i w Hiszpanii przyjdzie nam się zmierzyć z COVID-19. POLECAMY: Co poszło nie tak we Włoszech? "Wszystko można zamknąć, ale nie bar" Kiedy tak naprawdę zrobiło się poważnie w Hiszpanii? Aleksander Hryniuk: Wszystko zmieniło się po ósmym marca. Tutaj wpływ na zmianę podejścia władz zarówno centralnych, jak i regionalnych miały dwa wydarzenia. Pierwsza sprawa to pogrzeb w miejscowości Vitoria, w którym zaraziło się 60 uczestników z różnych miejscowości. W konsekwencji doprowadziło to do izolacji niektórych małych miejscowości w regionie Rioja. Drugim wydarzeniem był nagły wzrost przypadków w Madrycie z 8 na 9 marca. W ciągu tylko 24 godzin mieliśmy ponad dwukrotnie więcej zainfekowanych osób. Agnieszka Sobolewska: Kluczowa dla rozprzestrzeniania się COVID-19 na terenie Madrytu była manifestacja zorganizowana z okazji Dnia Kobiet mająca miejsce 8 marca (niedziela). Organizatorzy podali, że mogło w tych obchodach wziąć udział nawet milion osób! Sytuacja bardzo się skomplikowała, kiedy wieczorem 9 marca (poniedziałek) poinformowano nas w mediach o zamknięciu szkół planowanym na 11 marca. Ta informacja wywołała popłoch przede wszystkim wśród rodziców. Nagle okazało się, że w ciągu jednego dnia musimy ulokować gdzieś nasze pociechy. Ten problem dotknął i mnie, ponieważ mam 5-letnią córkę. Wkrótce potem pojawiły się informacje, że Madryt może zostać odcięty od reszty hiszpańskich prowincji. Wtedy zrobiło się już naprawdę niewesoło... 14 marca niektóre regiony autonomiczne, w tym Comunidad de Madrid, ogłosiły stan alarmowy na okres 15 dni. Kiedy państwo zdali sobie sprawę z problemu koronawirusa? Agnieszka Sobolewska: Trzeba zaznaczyć, że nie w każdym regionie autonomicznym sytuacja przebiegała tak samo. Kiedy w Madrycie mieszkańcy zaczęli powoli zdawać sobie sprawę z niebezpieczeństwa związanego z epidemią koronawirusa, w innych regionach życie toczyło się bez większych zmian. Dużym problemem ok. 13 marca (w piątek) okazały się weekendowe wyjazdy mieszkańców dużych miast do ich domów wakacyjnych znajdujących się w turystycznych resortach. Było to równoznaczne z rozprzestrzenianiem się wirusa po całym praktycznie terytorium Hiszpanii. Gdy jedni uciekali przed chorobą, inni zdawali sobie sprawę, że problem COVID-19 zaczyna już ich coraz bardziej dotyczyć. Tak było między innymi w Zahara de la Sierra znajdujący się w prowincji Kadyks, gdzie mieszkańcy zamknęli drogi dojazdowe, pozostawiając tylko jedną opcję wjazdu do miasteczka. Miejscowi do tej pory kontrolują, aby obcy nie wjeżdżali na ich terytorium. Każdy samochód wjeżdżający do miasta jest dezynfekowany. I wygląda na to, że ich sposób działa, ponieważ w Zahara de la Sierra nie odnotowano jeszcze przypadku koronawirusa. Z tymi pełnymi restauracjami w Hiszpanii to sytuacja jest trochę przesadzona. W dzielnicach Madrytu zdecydowanie mniej było klientów w jadłodajniach czy barach, natomiast więcej w sklepach spożywczych. Ale chciałabym podkreślić, że w każdym regionie autonomicznym sytuacja mogła wyglądać trochę inaczej. CZYTAJ TAKŻE: Koronawirus zmienił znany kurort nie do poznania Ludzie się boją? Agnieszka Sobolewska: Oczywiście, że tak. Codziennie jesteśmy informowani w mediach o nowych przypadkach koronawirusa. Szczególnie ludzie starsi żyją w niepewności. Objawia się to na różne sposoby. Na przykład moja 80-letnia teściowa nie chce wypuszczać teścia nawet na balkon. Nasi sąsiedzi (mieszkam w bloku) wychodzą z domu tylko po zakupy i na spacer z psem i praktycznie wszyscy uzbrojeni są w maseczki i rękawiczki. Podobnie sytuacja wygląda u moich znajomych w Bilbao, Sewilli, Walencji czy Barcelonie. Wszyscy siedzimy w domu, choć czasami ładna pogoda kusi nas do wyjścia w plener. Aleksander Hryniuk: Ja nie widzę paniki i strachu. Myślę, że dużo tutaj robią wszystkie programy informacyjne. Przestrzegają, by nie wpadać w panikę, a dbać o higienę i stosować się do zaleceń. Niezależnie od tego, jaką stację telewizyjną oglądamy, to raczej jest przekaz solidarności i cały czas się powtarza, że polityków rozliczymy później - teraz jest czas na jedność i walkę z wirusem. Oczywiście, są osoby, które się boją. Jest wiele osób, które są na zwolnieniu z uwagi na lęki, strach przed zarażeniem się od innych. Trudno jednak się dziwić, jeśli w ciągu trzech dni umiera mama, ciocia i babcia. A w miejscowości skąd pochodzą, która ma ok. 7 tys. mieszkańców, dziennie umiera po 3-4 osoby tylko na koronawirusa. Jednak w Hiszpanach jest duża nadzieja, że kwarantanna niedługo się skończy i znów będize można wyjść do baru na piwo i spotkać się ze znajomymi. Jak wygląda obecna sytuacja w hiszpańskich szpitalach? Aleksander Hryniuk: Dzisiaj 7 kwietnia sytuacja w Hiszpanii powoli się stabilizuje. Od kilku dni dane, jakie spływają, są w miarę pozytywne. Nie możemy wpadać w euforię, ale ilość zgonów spadła do ponad 600, a było 950. Procentowa liczba nowych przypadków jest poniżej 6, a było to ponad 20 proc. Hiszpania ma jeden z najwyższych wskaźników wyleczonych osób - ponad 43 tys., podczas gdy we Włoszech ponad 22 tys. Dzięki stworzeniu szpitali polowych oraz zamiany hoteli na szpitale nie doszło do zatkania całkowitego służby zdrowia. Oczywiście, sytuacja była bardzo poważna. Natomiast z tego, co wiem, nie doszło do momentu, kiedy oddziały intensywnej terapii były całkowicie niewydolne. Zmniejsza się powoli też ilość osób przyjmowanych na te oddziały. Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja powoli się poprawia. Agnieszka Sobolewska: W Madrycie przykładowo pacjenci z lżejszymi objawami COVID-19 kierowani są do takiej przejściowej kliniki znajdującej się w IFEMA, czyli do kompleksu budynków, w których w normalnych okolicznościach organizowane są imprezy targowe. Z ogromnym respektem traktujemy w Hiszpanii personel medyczny, który codziennie naraża swoje życie, często nie mając dostatecznej ilości materiałów ochronnych. Hiszpańskie media podawały, że na dzień 27 marca ponad 9 tys. osób pracujących w służbie zdrowia było zakażonych. CZYTAJ WIĘCEJ: Polska rodzina, która utknęła na jachcie u wybrzeży Hiszpanii, oferuje pomoc Hiszpanie nie pozostają obojętni. Agnieszka Sobolewska: Codziennie o godz. 20 mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego wychodzą na balkony, tarasy lub po prostu otwierają okna i klaszcząc, śpiewając czy wiwatując, starają się wyrazić swój aplauz dla lekarzy, pielęgniarek czy zwykłych osób sprzątających w szpitalach. Myśleli państwo o powrocie do Polski? Aleksander Hryniuk: Jesteśmy licencjonowanymi przewodnika po Madrycie i współzałożycielami Biura Podróży Iventour oraz prowadzimy stronę internetową/bloga z informacjami o Madrycie i okolicy Nasze życie prywatne i zawodowe związane jest od ponad 11 lat z Madrytem i Hiszpanią. Turystyka to chyba jedna z głównych gałęzi gospodarki Hiszpanii. Agnieszka Sobolewska: Myśląc o Hiszpanii zazwyczaj kojarzymy ten kraj z pięknymi plażami, miastami z licznymi zabytkami i atrakcjami. Niestety wszystkie te przestrzenie są teraz puste. Turystów z zagranicy brak. Mieszkańcy od trzech tygodni siedzą zamknięci w domach, a więc nie ma też mowy o turystyce lokalnej. Zamknięte pozostają hotele, muzea, teatry itd. Aleksander Hryniuk: A ubiegły rok 2019, był kolejnym rokiem rekordowym, jeśli chodzi o liczbę turystów, sięgającą ponad 83 miliona osób, które odwiedziły ten kraj. Udział sektora turystycznego w PKB to 12 proc. a w zatrudnieniu to 13 proc. Turystyka jest jednym z najważniejszych działów gospodarki. Zatem w związku z kryzysem rząd jakoś zamierza wspierać ten sektor? Aleksander Hryniuk: Od momentu, kiedy został wprowadzony stan alarmowy, sektor turystyczny domagał się pomocy ze strony rządu centralnego. Królestwo Hiszpanii składa się z regionów autonomicznych, w związku z czym, pomoc jest nie tylko od rządu centralnego, ale również od rządów regionalnych. Wydany dekret królewski o wsparciu działalności w stanie kryzysu zakłada przeznaczenie ok. 200 mld euro na wparcie dla różnych firm czy osób, które ucierpiały przez pandemię. Ułatwiono zwalnianie pracowników na tymczasowy okres bezrobocia, podczas którego pracownicy dostaną zasiłek dla bezrobotnych, a zakład jest zwolniony z opłaty składek zusowskich w części lub całości. Warunkiem skorzystania z tej możliwości jest obowiązek zatrudnienia danej osoby po zakończeniu stanu alarmowego na okres przynajmniej sześciu miesięcy. Przełożono również o pół roku wszelkie płatności zobowiązań skarbowych. W pakiecie są też pożyczki z poręczeniem państwa o niskim oprocentowaniu i pomoc dla jednoosobowej działalności gospodarczej. Wygląda jednak na to, że pominięto tam przewodników. Zgodnie z dekretem wszystkie osoby, które na mocy stanu alarmowego musiały zamknąć działalność gospodarczą, dostaną na ten okres zasiłek dla bezrobotnych, który w Hiszpanii osobom prowadzącym jednoosobową działalność gospodarczą się nie należy. Zostaną także zwolnione z opłacania składek na ubezpieczenie społeczne. Inne firmy, które ucierpiały na skutek pandemii, muszą wykazać, że ich dochody są niższe o 25 proc. w marcu niż średniomiesięczna za drugi semestr z 2019 roku. I tutaj zapomniano o przewodnikach, tzn. nie ma ich w spisie tych działalności, które zostały zamknięte na mocy dekretu o stanie alarmowym. Co powoduje, że nasze wnioski są odrzucane i musimy wykazywać dochody i borykać się z wieloma procedurami. ZOBACZ TAKŻE: Hiszpanie przerwali kwarantannę i zorganizowali uliczny festyn Od kiedy państwo nie pracują? Agnieszka Sobolewska: Przewodnicy turystyczni stracili pracę już w lutym i jest dla nas wielką niewiadomą, kiedy znów wrócimy do swoich zajęć. Jeśli nie zostaną nam przyznane zasiłki będziemy w dużych tarapatach. Liczymy, że w przyszłości w Polsce liczymy, że nasi rodacy wrócą do Hiszpanii. Na południu Hiszpanii panuje ogromne bezrobocie. Co dzieje się z tymi ludźmi? Agnieszka Sobolewska: Ubogich ludzi nie brakuje na terenie całego kraju. Dla nich zbierane są fundusze i produkty spożywcze. Istnieją instytucje, które przygotowują i dostarczają codziennie posiłki bezpośrednio do mieszkań osób starszych i żyjących w nędzy. Osoby prywatne też starają się pomagać potrzebującym. Niestety z powodu COVID-19 mamy dodatkowo ponad 300 tys. bezrobotnych. Nie wiadomo, ile z tych osób będzie miało możliwość powrotu do pracy po zakończeniu epidemii. Aleksander Hryniuk: Z jednej strony mamy duże bezrobocie, ale z drugiej olbrzymie zapotrzebowanie rąk do pracy w rolnictwie. Problem powstał po zamknięciu granic. Do tej pory to osoby z innych krajów Polacy wypełniali tę lukę. Dekret królewski dotyczący wparcie obejmuje również osoby i rodziny poszkodowane przez kryzys w związku z pandemią koronawirusa. Część z tych osób mimo niewystarczającego okresu pracy, będzie mogła pobierać zasiłki dla bezrobotnych. Nie będzie można eksmitować też takich osób z uwagi na brak opłat za czynsz. Zostają wprowadzone tzw. bony socjalne, które dają prawo do zniżki na prąd elektryczny. Wprowadzono także wsparcie dla osób sprzątających u rodzin, pod warunkiem, że były one zgłoszone do systemu ubezpieczeń społecznych. Co jest dzisiaj największym problemem Hiszpanii? Agnieszka Sobolewska: Madryt, czyli największe miasto w Hiszpanii, stanowi cały czas największe epicentrum epidemii koronawirusa. Tu sytuacja jest najcięższa zwłaszcza, jeśli chodzi o osoby starsze. W Hiszpanii największa śmiertelność występuje wśród osób powyżej 60 roku życia, które stanowią aż 95,5 proc. zmarłych (wg. gazety ABC z 7 kwietnia 2020). Problemem jest też brak odpowiednich urządzeń i materiałów ochronnych w szpitalach oraz duży niedobór testów medycznych. Najgorsze jest również to, że nie wiemy, kiedy wrócimy do normalności. Kwarantanna w Hiszpanii jest bardziej zaostrzona niż w Polsce. Od trzech tygodni jesteśmy zamknięci w domach, nasze dzieci nie mogą wychodzić na spacery. Osoby dorosłe mogą tylko wychodzić na zakupy, do apteki, banku, do pracy, jeśli pracują w instytucjach absolutnie niezbędnych. Hiszpanie się jednak nie poddają? Agnieszka Sobolewska: Mimo wszystko nie brakuje optymizmu w codziennych relacjach. Mieszkańcy Hiszpanii, którzy zazwyczaj są osobami pogodnymi, starają się odnaleźć w tej nowej sytuacji. Powstaje dużo grup wsparcia społecznego, sąsiedzkiego, zawodowego, itd... I tak jak to w naszym przypadku, czyli ludzi pracujących w branży turystycznej, powstają zupełnie nowe projekty, które prawdopodobnie nie doszłyby do skutku, gdybyśmy nie doświadczyli pandemii COVID-19. Razem z naszymi koleżankami i kolegami z Hiszpanii i innych krajów przygotowujemy właśnie nowe rozwiązania przeznaczone dla miłośników turystyki. *** Agnieszka Sobolewska, 45-latka urodzona w Gdańsku, absolwentka historii sztuki i historii, licencjonowany przewodnik po Madrycie i okolicach. Zanim zwabiona dewizą „Życie jak w Madrycie” osiadła na dobre w stolicy Hiszpanii, mieszkała i pracowała jako pilot i przewodnik po Katalonii, Andaluzji i Walencji. Jej pasją są podróże i sztuka. ​Jest współautorką przewodnika po Madrycie wydanego w 2016 roku przez Wydawnictwo Bezdroża. Aleksander Hryniuk, 47-latek urodzony w Złotoryi, zamiłowanie do Hiszpanii przyczyniło się do podjęcia decyzji o przeniesieniu się do tego kraju, który od lat był moją pasją. Jego kultura, historia i ludzie spowodowały, iż wiele lat temu podjąłem decyzję, że kraj ten stanie się moja druga ojczyzną. Niesiony chęcią głębszego poznania stolicy Hiszpanii ukończyłem kurs na przewodnika turystycznego po Wspólnocie Madrytu oraz pilota wycieczek. Oboje są licencjonowanymi przewodnikami po Madrycie i okolicach. Należą do Krajowego Stowarzyszenia Licencjonowanych Przewodników Turystycznych w Madrycie (APIT, Asociación Nacional de Guías Profesionales de Turismo). Prowadzą Biuro Podróży Iventur w Madrycie. Przeprowadzić się na Mauritius? Brzmi cudownie! Ale czy kraj, który wygląda jak z pocztówki, naprawdę jest ideałem? Rzeczywistość jest nieco inna. Rozmawiamy z Polakiem, który zna to państwo od podszewki. „A może by tak rzucić wszystko i przeprowadzić się w cudowne miejsce? Uciec od polskiej pluchy, spróbować pracować zdalnie (jeżeli mamy taką możliwość) lub żyć z oszczędności, poniżej kosztów, które przeznaczamy na comiesięczne wydatki w naszym kraju?”Niejednej osobie taki plan chodził – lub chodzi – po głowie. Wśród naszych czytelników i forumowiczów są i tacy, którzy mieszkają w egzotycznym kraju, łącząc pobyt z pracą zawodową. Z góry należy powiedzieć: to, co świetnie wygląda w marzeniach i na papierze, niekiedy podczas realizacji staje się porozmawiać z Wojtkiem Maruszewskim, który od kilkunastu lat prowadzi na Mauritiusie szkołę nurkową „WojtekDiving”.. . . . .Paweł Kunz, Wojtek, żyjesz w raju…Wojtek Maruszewski: No tak, wiele osób mi to mówi (śmiech). Mauritius to naprawdę cudowne miejsce. Czasami dla żartów stwierdzam, że jestem na wiecznych dawna mieszkasz na Mauritiusie?Zebrało się tego już ponad 20 lat?!Tak. Zaczęło się od miłości, potem był biznes, teraz znów miłość. I wsiąkłem w ten kraj jak w z Krakowa?Urodziłem się w Krakowie, ale wychowałem w Warszawie, jestem z Mokotowa. I taka „zadziorność warszawska” niejeden raz mi się w życiu przydała. Tutaj, na wyspie, Wojtek MaruszewskiCo motywuje człowieka z Polski, aby przeprowadzić się na Mauritius? W powszechnym odczuciu, to bardzo ekskluzywne i drogie miejsce…W moim przypadku to była miłość. Ale taka podwójna. Do wody… i do kobiety. Od dzieciństwa kochałem wodę, szybko nauczyłem się nurkować. Będąc już dojrzałym i doświadczonym człowiekiem, kiedy byłem na etapie myślenia, co chcę robić dalej w życiu – pomyślałem sobie: kurde, przecież nigdy nie jest za późno na realizację swoich marzeń. No i tak się właśnie się zajmowałeś w Polsce?Byłem związany z branżą teleinformatyczną. Miałem możliwość wyjechać do Francji i tam podjąć pracę – spędziłem w różnych miejscach w sumie 4 lata… ale brakowało mi wody, tego ciągłego kontaktu z nią. Aż któregoś dnia powiedziałem sobie: jak nie teraz, to kiedy?! Dodatkowym impulsem było to, że podczas pobytu we Francji poznałem piękną kobietę, pochodzącą z Mauritiusa. I życie się potoczyło tak, że ta kobieta została moją żoną, a ja się przeprowadziłem właśnie tutaj mam to wszystko, co sprawia mi radość. Przejrzystą wodę, świetny klimat, spokojne życie, miłych ludzi jak bajka…Tak, ale kiedyś było jeszcze lepiej. Ta wyspa bardzo się zmieniła i nie wszystko poszło w takim kierunku, który mi odpowiada. Kilkanaście lat temu tutaj było nieco inaczej, moim zdaniem lepiej. Teraz pobudowano mnóstwo ekskluzywnych hoteli, resortów dla naprawdę bogatych turystów, życie się zmieniło. Sami mieszkańcy narzekają, że turystyka zniszczyła trochę ten unikalny klimat sjesty. Chociaż ja się z tym do końca nie zgadzam. Bo jak ktoś dobrowolnie się decyduje na takie „wypaśne” wakacje i nie ruszy się z hotelu, to jego w złotej klatce?Dla turystów czasami tak. Szczególnie tych resortowych. Ale w odróżnieniu od Reunion czy Seszeli, tu naprawdę można przyjechać na własną rękę, bez brania bardzo drogiego pakietu z biura podróży. To ważne, podkreśl to: są kwatery na Airbnb, inne możliwości, można robić zakupy w normalnych sklepach, wszystko jest osiągalne. Niekiedy przylatują do mnie znajomi, i po wizycie w markecie mówią: „ale tutaj macie wszystko, jest jak w Europie!”. Tak, mamy wszystko – może nie w tak bogatym asortymencie… i nie aż tak tanie, ale wakacje na Mauritiusie? Brzmi ciekawie. OK, szybkie pytanie, ile kosztuje butelka piwa w sklepie? Ile turysta zapłaci za kanapki, fast foody, jedzenie w restauracjach? Czy dla przeciętnego turysty jest tu drogo?Płacimy w rupiach maurytyjskich, przelicznik jest prosty, 10 PLN to 92 MUR, więc zaokrąglając, widząc cenę w sklepie, obcinasz jedno zero i masz cenę w złotówkach. Piwo w dużej butelce (większej niż 0,5 litra), to około 7-8 PLN. Co do innych cen, wszystko zależy od tego, gdzie kupujesz. Nie ma problemu z kupieniem kebaba w cenie takiej samej jak w Polsce, albo ze znalezieniem knajpki, gdzie za danie z ryżem – tutaj wszyscy jedzą ryż – na przykład ośmiornicę, zapłacisz 140 MUR. To 15 PLN, chyba nie jest to majątek, prawda?Nie do wiary, chcesz powiedzieć że życie na Mauritiusie jest tańsze niż w Polsce?!Pod pewnymi względami tak. Pamiętaj, że jest ogromna różnica między zarobkami miejscowych, a zarobkami tych, którzy tutaj przylatują na kontrakty… oraz turystami, dysponującymi zasobnym portfelem. Te dwie ostatnie grupy dosyć skutecznie windują ceny. Niemniej, jeżeli jest się na miejscu, wiele rzeczy można kupić i dostać za relatywnie niewielkie Kirill Umrikhin, shutterstockW porządku, jestem Paweł z Polski, nie znoszę jesiennej pluchy, mam wolny zawód, który mogę wykonywać przez internet. Pakować plecak i planować spędzenie kilku miesięcy na Mauritiusie? W ten sposób część z moich znajomych pracuje zdalnie z Teneryfy, Malty i chwileczkę. Jedzenie i niektóre rzeczy są w miarę tanie. Ale wynajęcie mieszkania na dłuższy pobyt (long term) to już nie są małe koszty. Jak ci się zamarzy mały domek na plaży, to przygotuj się na 9-10 tys. PLN miesięcznie wydatku. Dodatkowo, nie możesz ot tak, sobie tutaj pracować. Są restrykcje związane z wizami. Turystycznie możesz tutaj przebywać do 90 dni bez wizy, mając bilet powrotny, zarezerwowane spanie i środki wystarczające na przeżycie (MSZ informuje, że osoby odwiedzające Mauritius powinny posiadać środki niezbędne do utrzymania się w czasie pobytu, ok. 100 USD na dzień – przyp. red.).Czyli opcja: rzucam wszystko i przylatuję tutaj – raczej nie byłaby dobrym pomysłem? Wiesz, w tym roku pisaliśmy na o okazjach na bezpośrednie połączenie lotnicze z Polski nawet za kwotę poniżej 1500 spokojne działania, przeliczenie wszystkiego, emocje odkładając na chwilę z boku. Wiesz, z każdym rajem jest tak, że marzymy o nim… ale jak mamy go na co dzień – niekiedy przestaje być aż tak nie ma tańszych możliwości zakwaterowania przy dłuższym pobycie?Są, ale trzeba się ich trochę naszukać. Nie ty pierwszy i nie ty ostatni chciałbyś tutaj spędzić kilka miesięcy – w Port Louis, Beau Bassin i w innych miejscach na wyspie mieszka mnóstwo ludzi ze Skandynawii, Chin, z tym wyjazdem, ja raczej preferuję chłodniejsze się, naprawdę warto. Internet mamy bardzo szybki i stabilny, więc wiesz…O widzisz, ubiegłeś moje kolejne pytanie: co z dostępem do sieci?Nie ma najmniejszego problemu. Ktoś, kto pracuje przez internet, nie będzie mieć żadnych problemów. Za pakiet z telewizją cyfrową płacę jakieś 1000 MUR miesięcznie, a łącze internetowe jest szybkie, rozmawiamy teraz przez WhatsApp bez żadnych problemów. To zresztą powszechne, tutaj wszyscy używają internetu do komunikacji. Bo normalne połączenia telefoniczne z Polski są zauważyłem. Dwie minuty rozmowy z polskiej komórki na Mauritius – blisko 15 właśnie (śmiech).Fot. byvalet, shutterstockW jakim języku można się porozumiewać?Językiem urzędowym jest angielski, ale bezproblemowo można w części miejsc porozmawiać po francusku. A jest o czym, bo miejscowi są skorzy do rozmów, wiecznie uśmiechnięci, wyluzowani. To zupełnie inne miejsce niż inne kraje afrykańskie, są niezależni od 1968 roku, kraj jest demokratyczny, są wybory, fabryki, inwestują tutaj duże firmy, widać sporo kapitału z o inwestycjach – czy w życiu codziennym prowadzenie tutaj swojej firmy to użeranie się z biurokracją i dziwnymi regulacjami prawnymi?Nie bardziej niż w Polsce. Tutaj żyje się spokojniej, na wszystko jest czas. Naprawdę, jeżeli ktoś chciałby na Mauritiusie spędzić kilka miesięcy, warto włączyć w głowie przycisk „slow”. I cieszyć się chwilą, pogodą, jest obcokrajowców? Spotykasz Polaków, którzy tutaj mieszkają na stałe?Dużo. Tak jak mówiłem, wyspa przyciąga wielu ekspatów. Z Polski również nie tylko na wakacje ludzie przyjeżdżają. Mamy tutaj małą grupkę Polonii, a nawet polskiego lekarza. Jesteśmy mocno zżyci ze sobą, spotykamy się przy różnych okazjach, spędzamy razem święta. W grupie zawsze Wojtek MaruszewskiA turyści z Polski?Polaków-turystów na Mauritiusie jest coraz więcej. Są bezpośrednie połączenia czarterowe z Polski, kilka miesięcy temu mieliśmy tu naprawdę tłumy naszych rodaków. To były fajne historie, nawet związane z lotnictwem: kapitanowie u mnie rozrywkowo nurkowali, szefowa pokładu robiła tak zwane „intro” z instruktorem, było dużo śmiechu. Jeszcze raz to powiem, na Mauritiusie jest inaczej niż na Seszelach. Jasne, jak chcesz wydać worek pieniędzy – nie ma sprawy. Są hotele po 10 000 PLN za dobę. Tyle, że to nie jest jedyna firmę zajmującą się obsługą chętnych na nurkowanie, zarówno amatorów jak i tych nieco bardziej zaawansowanych w tym hobby. Ile kosztuje u Ciebie taka przyjemność?Jeden „nurek”, z łódki, w bardzo małych grupkach, niekiedy 2-3 osobowych, to 140 PLN. Dla miejscowych mamy inny cennik, staramy się wspierać młodzież, którą nie zawsze stać na przyjemności. Co do cen, wszystko można negocjować. A sama woda jest niesamowita. Ocean jest bardzo zróżnicowany, bardzo często towarzyszą nam ławice tuńczyków, barakud, płaszczek. Prądy, laguny, podwodne groty, „krzaki” koralu – to naprawdę niezapomniane całoroczna rozrywka?Praktycznie tak. Tutaj mamy bardzo łagodny klimat, słońce, sezonowe wahania temperatury są bardzo małe. Nawet w trakcie naszej zimy, która przypada na wakacyjne miesiące w wsf-s, shutterstockOK, a jak nie lubię nurkować? Czy mam jakieś inne alternatywy na spędzanie wolnego czasu?Jasne! Na miejscu mamy przepiękne plaże, można wybrać się na rafting albo wyprawę quadami. Co jeszcze mogę polecić? Cudowny widok z okolic krateru wulkanu Trou Aux Cerfs, siedem kolorów ziemi Chamarel, plantacje herbaty, park żółwi. Naprawdę, nie ma się jak nudzić. Chyba, że chcemy się nudzić… to po prostu idziemy na plażę i mi wspominał o wędkowaniu…A tam wędkowanie! Od razu można się wybrać na wyprawę-połów marlina. Na pół dnia, na cały dzień, można to na przykład połączyć z oglądaniem delfinów na zachodnim świetnie. I fakt, pewnych rzeczy i kosztów na Mauritiusie nie „przeskoczymy”. Dlatego taki pobyt w wakacyjnym raju trzeba gruntownie ochrim, shutterstockZapytam się wprost. Da się dorobić na Mauritiusie?Wiesz, to zależy. Ja nie jestem bogaty, nie dorobiłem się dużego majątku. Ale z kolei nie mam zbyt wygórowanych potrzeb, to co mam, w zupełności mi wystarcza. O miskę ryżu nie muszę się prosić. Chyba są łatwiejsze kraje do szybkiego pomnażania pieniędzy niż Mauritius… ale to już indywidualna decyzja każdego człowieka, co i jak chce robić w życiu. Kwestia zawody, które gwarantują pracę?Jeżeli dobrze nurkujesz i znasz angielski, a najlepiej jeszcze inny język obcy, pracę znajdziesz tu wszędzie. Ale nie tylko w zawodach związanych z wodą jest zapotrzebowanie na pracowników. Poszukiwani są lekarze, informatycy, specjaliści od transportu i logistyki. Dużą część zawodów, szczególnie tych fizycznych, opanowały poszczególne nacje – mamy tu mnóstwo pracowników z Indii i wrócić do Polski?(dłuższa cisza) Nie. Wiesz, Mauritius to moje miejsce na ziemi, tu odnalazłem spokój. Każdemu tego życzę: realizacji marzeń i swojego ulubionego kącika. Warto marzyć i realizować zamierzenia. Nawet jeżeli próby nie zawsze będą na koniec: zachęcasz czy odradzasz?Zachęcam! Ale z głową, aby nie być potem mocno rozczarowanym. Europa»«Hiszpania»MajorkaMajorka jest największą i najpopularniejszą wyspą archipelagu Balearów. Wśród Polaków to jeden z najpopularniejszych wakacyjnych kierunków. I nie tylko wśród nich. Można tam spotkać turystów z całego świata. Trudno sobie bowiem wyobrazić bardziej idealne miejsce na wakacje niż Majorka. Majorka, Hiszpania - © Zielonamapa Dziewicza natura, symbiotycznie łączy się tam z zabytkową architekturą miast, a to wszystko okala pierścień rajskiego wybrzeża. Jeśli wspomnieć jeszcze o niezapomnianych zabawach do białego rana i długiej liście sportów, które można tam uprawiać, naprawdę trudno się dziwić, że wyspa jest marzeniem wielu. Dla kogo? Urokliwe wybrzeże Majorki przyciągnie cię, jeśli lubisz plażować i uprawiasz sporty wodne. A może wolisz aktywność fizyczną na lądzie? Udasz się tam na długie spacery i wyprawy rowerowe. Odkryjesz przy tym niezwykłe bogactwo naturalne Majorki. Jeśli łatwo ulegasz urokom przyrody, wyspa da ci mnóstwo powodów do zachwytu. Nie zawiedziesz się także, gdy będziesz tam szukać ciekawych miejsc do zwiedzania. I wreszcie dobra wiadomość dla nocnych marków. Pełna barów, klubów i dyskotek wyspa dostarczy im niesamowitej zabawy do białego rana. Baleary Pozostałe wyspy wchodzące w skład Balearów to Ibiza, Minorka, Formentera i Cabrera. Sprawdź wszystkie zanim podejmiesz decyzję na którą się pochodzą z serwisu Shutterstock lub prywatnej kolekcji Zielonamapa™Zobacz takżeNajlepsze plaże w HiszpaniiParki narodowe w HiszpaniiPoza Szlakiem w Hiszpanii